Fragmenty

Przewodnik nie tylko opisuje zabytki ale prezentuje też wydarzenia historyczne, ciekawostki, przyrodę nieożywioną. Pozwala również na urzeczywistnienie miejsc, wydarzeń i lokalnych legend. Zobacz fragmenty tekstów z książki przybliżających tę tematykę.

HISTORIA / URZECZYWISTNIENIE WYDARZENIA

Reynevan przybył do Ziębic wraz ze swoimi kompanami, w poszukiwaniu ukochanej Adeli, w dniu, w którym w mieście odbywał się turniej rycerski (8.IX.1425). W średniowieczu była to ulubiona dworska rozrywka. Pierwszy turniej na ziemiach śląskich odbył się 24 lutego 1243 roku we Lwówku Śląskim, dwa lata po bitwie pod Legnicą. Zorganizował go Bolesław Rogatka prawie 200 lat po tym jak rozpoczęto organizować takie turnieje na Zachodzie. Jeden z pierwszych turniejów miał odbyć się w 1062 lub 1066 roku, w pobliżu Angers w Andegawenii. Pomysłodawcą tego wydarzenia miał być według tradycji Gotfryd z Preuilly. Pewne jest natomiast, że pod koniec XI stulecia, a dokładnie w 1095 roku, odbył się turniej we Flandrii. Kościół od początku potępiał tę formę rozrywki. W roku 1179 powstał wpis do prawa kanonicznego zakazujący organizacji turniejów rycerskich, który miał moc prawną. Jednak pod silnym naciskiem rycerstwa, dla którego turnieje były nie tylko rozrywką ale też formą doskonalenia wojennego rzemiosła, sposobem zyskania sławy i podreperowania finansów (oprócz nagród zwycięzca często zatrzymywał konia i zbroję pokonanego) papież Jan XXII, którego pontyfikat przypada na lata 1316-1334, zniósł powszechny zakaz organizacji turniejów.

Henryk IV Prawy w roli zwycięzcy turnieju rycerskiego, odbierający wieniec (Codex Manesse, 1305-1340).

Od tego czasu uświetniały one wszystkie ważniejsze wydarzenia na dworach królewskich i książęcych. Podczas turnieju walczono konno lub pieszo, w parach lub drużynowo. Odbywały się też pokazy sprawnościowe. Bolesław Rogatka był ogromnym miłośnikiem rycerskiego stylu życia. Pomimo obowiązującego zakazu udało mu się jednak uzyska zgodę duchowieństwa na organizację turnieju. Miał on niewątpliwie podnieść prestiż księcia na Śląsku. Od tamtej pory w księstwie rządzonym przez Rogatkę turnieje takie organizowane były regularnie. Były one słynne na całym kontynencie europejskim i przyciągały wielu znamienitych rycerzy. Urządzanie wystawnych turniejów w Ziębicach przez księcia Jana, mimo władania niewielkim i biednym księstwem, było zapewne możliwe dzięki potężnemu posagowi jaki wniosła mu żona. W roku 1408 Jan ożenił się z Elżbietą Lackfi, córką wojewody siedmiogrodzkiego Emeryka, wdową po potężnym magnacie polskim Spytku z Melsztyna. Małżeństwo to było dużym zaskoczeniem ponieważ książę Jan był wiernym poddanym król czeskiego i stronnikiem zakonu krzyżackiego. Walczył nawet po jego stronie w bitwie pod Tucholą 4 listopada 1410 r., która była ostatnim epizodem kampanii wojennej Jagiełły w roku 1410. Przebieg bitwy nie był dla księcia chwalebny gdyż podobnie jak i rycerze zakonni, zbiegł z pola bitwy. Jego żona natomiast, podobnie jak jej nieżyjący pierwszy mąż, była wierna polskim władcom i przeciwna Luksemburgom. Być może była to czysto polityczne małżeństwo i ze strony Polski próba dyplomatycznego rozbicia jedności obozu czeskiego. Jednak Elżbieta zmarła w 1424 roku nie wpływając na losy księstwa ziębickiego, tym bardziej, że małżeństwo pary książęcej było bezdzietne. Będąc wdowcem, książę Jan mógł więc oglądać się za piękną Burgundką, ukochaną Reinmara.

URZECZYWISTNIENIE MIEJSCA / HISTORIA

Reynevan starając się zemścić na księciu ziębickim za doznane krzywdy palił wraz z Polakami podziębickie sioła i folwarki. Celem jednej z wypraw, z oddziałem Dobka Puchały „była wieś Berzdorf [Bożnowice], grangia klasztoru henrykowskiego, (…) książęcy folwark w Ostrężnej i cudem jakimś ocalały kościółek w Wigandsdorfie [Wigancicach] (…). Jechali na przełaj, przez rozdoły, dnem których płynęły strumienie, dopływy Oławy, toczące ciemną od torfu wodę przez kamienne przelewy i zawały ze starych pni[1]. W jednym z takich lessowych rozdołów, dziś zwanych Zakrzowskimi Wąwozami, znajdujących się na zachodnich stokach Kalinki w dniu 8.V.1428 r. wpadli w zasadzkę. Zakrzowskie Wąwozy to teren obejmujący część źródliskową niewielkiego potoku przepływającego przez Witostowice. Do płaskodennej dolinki Potoku Witostowickiego schodzą się tu na odcinku 150 m trzy wciosowe wąwozy o długościach od 250 do 500 m. Ich głębokość sięga kilkunastu metrów. System ten reprezentuje rzeźbę lessową, dość unikatową w skali Sudetów i ich Przedgórza. Teren wąwozów porośnięty jest pięknym bukowym drzewostanem i bujną roślinnością niską. Tworzy on bardzo interesujący pod względem przyrodniczym i morfologicznym obszar warty odwiedzenia, a przecina go niebieski szlak turystyczny. Na wyniesieniu pomiędzy wąwozami położone jest wczesnośredniowieczne grodzisko z IX-X w. Jest to obiekt założony na planie zbliżonym do owalu o długości ok. 120 m. Wyraźne są wały o wysokości do 2 m. Dostęp na teren grodu wiódł przez czytelną do dziś bramę, umiejscowioną od strony wschodniej. Jest to część prawdopodobnie większego kompleksu grodowego.

Zakrzowskie Wąwozy (lata 1900-1905)

Około 200 m na północ, na szczycie wzniesienia o nazwie Piwniczna zachowane są ślady kolejnej osady też wiązanej z wczesnym średniowieczem, choć mogła tu istnieć już osada ludności kultury łużyckiej. […] Znajdująca się tu osada przypisywana bywa niekiedy książęcemu dziedzicznemu kmieciowi Kołaczowi, o którym jest mowa w Księdze Henrykowskiej. Z nadania książęcego należał do niego rozległy obszar leśny, w obrębie którego jeszcze w XII wieku powstały aż 4 wsie: Skalice, Raczyce, Witostowice i Jaworowice. Kołacz umarł w dostatku jako sędziwy człowiek. Potomkowie jego zapewne nie potrafili sprawnie gospodarować na tym terenie, bo zubożeli i podupadli. Ziemię tę odkupił od nich kanclerz książęcy Mikołaj i przyłączył do Henrykowa, przekazując następnie klasztorowi, którego był orędownikiem.

CIEKAWOSTKA / URZECZYWISTNIENIE ŚWIATA BAŚNIOWEGO / GEOLOGIA

Reinmar uciekając w niezwykły sposób z zamku Bodak trafia na Grochową Górę czyli Grochowiec, położoną we wschodniej części Masywu Brzeźnicy, gdzie 14.IX.1425 r., w dniu równonocy jesiennej odbywał się sabat czarownic. Różnica w dacie równonocy w stosunku do dzisiejszej wynika z tego, że w tamtym czasie obowiązywał w świecie chrześcijańskim kalendarz juliański, którego twórcą był grecki astronom i matematyk Sosigenes z Aleksandrii, a został wprowadzony przez Juliusza Cezara 1 stycznia 46 p.n.e. Kalendarz ten spóźniał się o 1 dzień na 128 lat w stosunku do czasu astronomicznego, co powodowało przesuwanie się dat równonocy. 4 października 1582 r. papież Grzegorz XIII dokonał reformy i wprowadził kalendarz gregoriański, w którym w stosunku do kalendarza juliańskiego wprowadzono poprawkę w naliczaniu lat przestępnych, co spowodowało, że opóźnienie obecnego kalendarza w stosunku do roku astronomicznego wynosi 1 dzień na 3322 lata. Jego pomysłodawcą był włoski lekarz, matematyk i astronom Luigi Giglio. Nie dożył on chwili wprowadzenia nowego kalendarza, gdyż zmarł wcześniej, a jego pracę o reformie kalendarza zaprezentował w kurii rzymskiej jego brat Antonio, doktor medycyny. Przy wprowadzaniu nowego kalendarza nakazano pominąć 10 dni, dlatego też po środzie, 4 października 1582 r. nastąpił od razu czwartek, 15 października. Idąc na szczyt Grochowca zapewne Reynevan nie zdawał sobie sprawy, że czarownice na swoje rytuały wybierają wzniesienia zbudowane ze skał pochodzących z największych głębin Ziemi i czarnych jak noc. To dopiero w XVII i XVIII w. wzrosło zainteresowanie wnętrzem naszej planety i zaczęła intensywnie rozwijać się geologia, czyli nauka o budowie, historii Ziemi i jej życiu, zwłaszcza zapisanemu w skałach oraz procesach zachodzących w jej wnętrzu i na jej powierzchni, dzięki którym ulega ona przeobrażeniom.

Mało zmieniony perydotyt

Takimi czarnymi skałami pochodzącymi z głębin Ziemi są niewątpliwie perydotyty, budujące górną część płaszcza Ziemi (tzw. warstwa perydotytowa). Górny płaszcz wraz ze skorupą ziemską tworzy litosferę, czyli zewnętrzną sztywną powłokę Ziemi. Granica pomiędzy skorupą ziemską a niżej leżącym płaszczem przebiega na głębokości ok. 5–8 km pod oceanami i 35 km pod kontynentami. Oddziela je powierzchnia nieciągłości Moho, poniżej której znajdują się perydotyty. Budujące górny płaszcz perydotyty są skałami magmowymi ultrazasadowymi, czyli zawierają mało krzemionki (<45%). Składają się głównie z minerałów ciemnych jak oliwiny (40–100%) i pirokseny (0–60%).

URZECZYWISTNIENIE MIEJSCA / PROCESY GEOLOGICZNE

Za sprawą uzyskanych przez Jona Malevolta od leśnych wiedźm komponentów do odprawiania czarów Reynevan dowiedział się, że jego ukochana Jutta przebywa w klasztorze w Białym Kościele. Nie omieszkał się tam wybrać. Podczas powrotu z pierwszego spotkania z Juttą, już po przekroczeniu gościńca wrocławskiego, został zaskoczony przez obcych na kładce „spinającej krawędzie leśnego jaru, dnem którego huczał i burzył się wartki potok[2]. Zapewne był to przełom Piekielnego Potoku, nad brzegiem którego wznosi się grodzisko w Gilowie. Jar jaki utworzył tu potok ciągnie się na przestrzeni 700 m i jest głęboki na ponad 25 m. Reinmar spojrzał z mostka w dół i zauważył, że „głazy, wokół których pieniła się woda, miały paskudnie ostre granie i krawędzie[3]. Był on jednak zbyt zajęty wyjaśnieniem, kim są trzy osoby, które zagrodziły mu drogę na kładce, aby zastanawiać się w jaki sposób mógł utworzyć się tu, na Przedgórzu Sudeckim, tak głęboki wąwóz o skalistych zboczach z głazami na dnie, pasujący bardziej do wysokich gór. Żeby zrozumieć pochodzenie przełomowego odcinka Piekielnego Potoku i dzisiejszy kierunek spływu wód tej rzeki, należy cofnąć się o ponad 200 tys. lat, a więc do czasów, kiedy rejon Przedgórza Sudeckiego pokryty był grubym na ponad 200 metrów lądolodem, z okresu zlodowacenia środkowopolskiego.

Dawne szerokie, dobrze wykształcone doliny, którymi płynęły rzeki przed nastaniem epoki lodowcowej zostały zasypane materiałem lodowcowym. Gdy nastąpiło ocieplenie klimatu i lądolód zaczął się wycofywać na północ, na nowo rozwijała się sieć rzeczna. Duże rzeki jak Ślęza i Oława zdołały odnowić swój pierwotny kierunek spływu. Inaczej sprawa miała się w przypadku mniejszych cieków. Piekielny Potok pierwotnie spływał w kierunku północno-wschodnim na odcinku Kośmin–Gilów–Gola–Kietlin. Jednak pozostawione na północ od Gilowa osady morenowe zmusiły potok do poszukiwania nowych dróg. Najdogodniejszym wariantem był spływ wód w kierunku wschodnim, uwarunkowany ukształtowaniem rzeźby po deglacjacji, mającej charakter sfalowanej równoleżnikowo powierzchni. W ten sposób już przed tysiącami lat Piekielny Potok zmienił swój kierunek przepływu i rzeźbił nową dolinę. W trakcie swojej działalności napotkał jednak na przeszkodę ukrytą pod polodowcowymi osadami. Były nią twarde skały metamorficzne stanowiące główny budulec Wzgórz Gumińskich. Wcinając się w nie utworzył przełom epigenetyczny o bardzo stromych zboczach (ich nachylenie nierzadko przekracza 50°) i wąskim na 16–38 metrów skalistym dnie.

Przełom Piekielnego Potoku (ok. 1930 r.)

URZECZYWISTNIENIE ŚWIATA BAŚNIOWEGO

Mieszkając w dzieciństwie w Bielawie Rainmar miał zapewne nie raz możliwość spotkać skrzaty zamieszkujące Górę Parkową. We jej wnętrzu miały one swe siedziby, w których pilnowały zgromadzonych olbrzymich skarbów. Jednak kiedy w mieście zaczęło rozwijać się tkactwo, praca tysięcy krosien coraz bardziej zakłócała spokój leśnych stworków. Do potoków zaczęło dostawać się coraz więcej ścieków zanieczyszczając wodę. Miarę cierpliwości przelało jednak rozpoczęcie wydobycia skał na południowym zboczu Góry Parkowej w kamieniołomie „Biała Skała” na potrzeby budowy domów i dróg rozrastającego się miasta. Skrzaty postanowiły przenieść się w spokojniejszą okolicę w Masywie Ślęży. Pewnej nocy zastukały do chłopskiej chaty gospodarza Herzoga, prosząc go o przygotowanie konnego zaprzęgu i przewiezienie ich dobytku. Gospodarz zgodził się i zawiózł majątek skrzatów pod górę Ślężę. Po wyładowaniu skarbów skrzaty w podzięce wypełniły wóz suchymi liśćmi i gałązkami. Herzog bardzo zdziwił się taką zapłatą. W zdenerwowaniu, że skrzaty z niego zakpiły, gdy tylko stracił je z oczu, wyrzucił wszystko z wozu. Jakież było jego zdziwienie gdy po dotarciu do domu zauważył, że pozostałe na wozie listki i gałązki zamieniły się w złoto. Wystarczyło to jednak aby Herzog stał się bogaty.

Oskar Anders „Powrót skrzatów” (1916 r.)

Z otrzymanego od skrzatów skarbu pobudował w roku 1720 dom zwany dziś dworem Herzoga (ul. Piastowska 2a), który jest najstarszym po zamku murowanym budynkiem w mieście. Na tym jednak nie kończy się historia bielawskich skrzatów. W czasie I wojny światowej słysząc o nieszczęściach jakie spotkały Bielawę skrzaty postanowiły wrócić aby pomóc mieszkańcom. Na podstawie tego wydarzenia Oskar Anders w 1916 roku namalował obraz „Powrót skrzatów”, który zawisł w sali reprezentacyjnej ratusza. […] Niestety dzieło zaginęło w czasie kolejnej wojny światowej. Dziś powyżej kamieniołomu „Biała Skała” można znaleźć jedną z grot skrzatów. Może jeszcze tam urzędują.

CIEKAWOSTKA / ODNIESIENIE LITERACKIE

W Ziębicach Reynevan przekonał się o niewierności swojej kochanki. Zastanawiając się nad niegodziwym postępowaniem Adeli i myśląc o sposobie jej skarcenia zapewne przypomniała mu się tragiczna historia, sprzed pół wieku, siostry dziadka księcia Jana podejrzewanej niesłusznie o niewierność. Księżna Anna ziębicka wyszła za mąż za księcia mazowieckiego Siemowita III Starszego. Książę podczas pobytu na dworze u swej siostry Eufemii w Cieszynie usłyszał pogłoski na temat zdrady małżeńskiej swej małżonki i rozkazał uwięzić Annę na zamku w Rawie Mazowieckiej. Tam urodziła ona swojego najmłodszego syna, któremu dano na imię Henryk. Kilka tygodni po urodzeniu się Henryka księżna została uduszona z rozkazu Siemowita. Jako że podejrzewano, iż dziecko pochodzi z nieprawego łoża zostało odesłane z zamku i miało wychowywać się w chłopskiej rodzinie. Przygarnęła go jednak przyrodnia siostra Henryka Małgorzata i opiekowała się nim na dworze swojego męża Kazimierza IV (Kaźka słupskiego) w Słupsku.

Gdy chłopiec nieco podrósł, wysłała go na dwór ojca. Siemowit, przekonany podobieństwem Henryka do siebie, uznał go za swojego potomka. Książę ponoć do końca życia żałował popełnionej przez siebie zbrodni. Te tragiczne wydarzenia z życia osobistego księcia i jego żony odbiły się szerokim echem w całej ówczesnej Europie. Historię tę wykorzystał Roberta Greene’a w romansie pt. „Pandosto: Triumf czasu”. Greene przeniósł jednak akcję wydarzeń na Sy­cylię, a odrzucone dziecko zostało zamienione na dziewczynkę. Następnie wątek ten powtórzył William Szekspir w jednej z ostatnich swoich sztuk – „Zimowej opowieści”.

Scena z „Zimowej opowieści” Szekspira (J. Opia, 1790)

CIEKAWOSTKA

Warto też przyjrzeć się uważnie ścianie kościoła po prawej stronie bocznego wejścia do prezbiterium. Na cegłach jak i kamiennych fragmentach muru zauważyć można tajemnicze wgłębienia nazywane kubkami, czarkami, dołkami lub jamkami. Geneza tych śladów nie jest jednoznacznie wyjaśniona. W przeszłości wiązano je z duchami, praktykami pokutnymi, pozyskiwaniem ceglanego proszku używanego jako składnika leczniczego eliksiru, a także zabobonami, według których aby pozbyć się choroby człowiek musiał ją trzykrotnie wdmuchnąć w świeżo zrobione na ścianie kościoła zagłębienie.

Rozpalanie świętego ognia o mur kościelny

Powstanie otworów w ścianach świątyń wiążę się też z nieceniem „świętego ognia” za pomocą drewnianego łuku (świdra) ogniowego podczas świąt religijnych, takich ja np. w Wigilię Bożego Narodzenia, święto Zwiastowania, na Wielkanoc, dzień św. Jana Chrzciciela, czy Trzech Króli. Niewątpliwie tradycja ta przejęta została w średniowieczu z pogańskich obrządków święta ognia i wody, gdy na wzgórzach wzniecano rytualne ognie przez pocieranie dwóch kawałków drewna. Wgłębienia te mają średnicę od 0,5 do około 4 centymetrów, a głębokość od 0,2 do 2 centymetrów. Najczęściej występują na kościołach gotyckich i romańskich, a rzadziej barokowych. Znaleźć je można głównie w miejscach dobrze nasłonecznionych, czyli na ścianach południowych i wschodnich, często w sąsiedztwie portalu wejściowego.

W symbolice sakralnej jest to strefa światła, w przeciwieństwie do strony północnej i zachodniej, które utożsamia się z ciemnością i złymi siłami gdzie umieszczano maski diabła. W wyniku tej tradycji ściany wielu kościołów przypominają dzisiaj szwajcarski ser. Najwięcej takich wgłębień w Polsce, bo aż 3200, doliczono się na murze kościoła pw. św. Michała w Pobiedziskach, położonych w połowie drogi pomiędzy Poznaniem a Gnieznem. Znaleźć je można na ścianach kościołów nie tylko na Dolnym i Górnym Śląsku czy Wielkopolsce ale również na Ziemi Lubuskiej, na Kujawach, Pomorzu Zachodnim i Wschodnim, w Polsce środkowej, na Warmii i w Małopolsce. W Europie spotyka się je jeszcze między innymi w Meklemburgii, Brandenburgii, Dolnej Saksonii, a nawet w południowej Szwecji.


[1] Sapkowski A., Boży bojownicy. superNOWA. Warszawa 2004, s. 485–486.

[2] Sapkowski A., Boży bojownicy. superNOWA. Warszawa 2004, s. 372.

[3]Sapkowski A., Boży bojownicy. superNOWA. Warszawa 2004, s. 373.